AURAWOOD

Cele – 10 pomysłów, które nadają życiu sens

Cele nadają życiu kierunek i sens. Przekonałam się o tym wiele razy.

Gdy są dobrze wybrane, przemyślane, prawdziwie Twoje, zmieniają sposób, w jaki funkcjonujesz każdego dnia. Sprawiają, że budzisz się z lekkością, działasz z ochotą, a czasem nawet potrafią wyciągnąć z depresji.

Poniżej zapisałam swoje propozycje celów długoterminowych. Część z nich już zrealizowałam i widzę, jak bardzo zmieniły moje życie. Inne dopiero przede mną. Ale już wyznaczają kierunek, którego chcę się trzymać w kolejnych latach.

 

Cele sprawiają, że czuję się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej

Pamiętam moment, kiedy wracając z pracy byłam wyczerpana i poczułam, że dłużej nie dam rady.

Każdy dzień wyglądał tak samo: pobudka o 5:00 rano, ciemność, dół psychiczny, pośpiech, praca według czyjegoś planu, stres, presja, przebodźcowanie, zmęczenie. Dotarło do mnie, że nie widzę w tym sensu. Nie miałam ochoty wstawać rano tylko po to, żeby ponownie odhaczyć te same obowiązki.

Wiedziałam, że wpadam w depresję więc zaczęłam testować różne metody, aby sobie pomóc. Psychoterapia, wpisywanie do kalendarza małych przyjemności, próby dbania o sen, spacery, ćwiczenia, zmiana myślenia, szukanie w sobie wdzięczności, której totalnie nie czułam.

I powiem Ci szczerze, że pomogła mi tylko jedna rzecz – wyznaczenie celu, który nadawałby sens mojemu życiu.

Viktor Frankl w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu. Głos nadziei w otchłani Holokaustu” pisał:

„Współczesny człowiek ma za co żyć, ale nie ma po co żyć – ma środki, ale nie ma sensu.”

„Początkiem wszelkich prób wskrzeszenia w człowieku jego wewnętrznej siły musiało być wskazanie mu jakiegoś celu w życiu.”

Poniżej znajdziesz moją listę celów, które realizowałam na przestrzeni czasu i które sprawiły, że jestem o wiele szczęśliwszym człowiekiem.

 

Cele, które nadają życiu sens

1. Stworzyć system pracy, który daje satysfakcję

Zamiast koncentrować się wyłącznie na tym, co zyskam, gdy wykonam jakąś pracę, zaczęłam szukać odpowiedzi na inne pytanie: jaka praca sama w sobie da mi satysfakcję. Przestał mnie interesować efekt końcowy, tylko rodzaj wysiłku, w którym czuję się najlepiej. Taki, do którego chce się wracać.

Więcej na ten temat przeczytasz a artykule: Cele – jak je realizować i nie wypalić się po drodze.

Nie trzeba się wtedy motywować – wstaje się z myślą, że czeka na nas wysiłek, który się lubi.

Nie za łatwy i nie za trudny. Jest w nim wyzwanie, ale nie ma lęku. To właśnie ten stan, który psychologia nazywa flow.

Kiedy go w moim życiu brakowało, czułam niewykorzystany potencjał. Miałam w sobie energię, potrzebę tworzenia, ale bez konkretnego kierunku. Wiedziałam, że coś chcę zrobić, ale nie wiedziałam co. Ta energia rozpraszała się w różnych kierunkach, bez sensu i bez satysfakcji.

Dziś wygląda to inaczej.

Pomimo różnych obowiązków mam stałe godziny przeznaczone wyłącznie na pisanie bloga. Bez sprawdzania maili, bez telefonów, bez załatwienia czegokolwiek innego. To czas pełnego skupienia.

Piszę tylko o tym, co naprawdę mnie interesuje, a tematy same napędzają mnie do pracy. Miejsce, gdzie piszę jest przytulne, z widokiem na las i zawsze z pyszną herbatą pod ręką.

System pracy, który daje satysfakcję, nie polega na większej dyscyplinie. Polega na tym, że sam Cię przyciąga. A to robi całą różnicę.

Wielu ludzi walczy z prokrastynacją, zamiast przyznać przed sobą, że wcale nie chcą wykonywać danej pracy. Stawiają na samodyscyplinę, choć bywa zupełnie niepotrzebna – gdy to, co robisz, naprawdę Cię wciąga, nie będziesz się zmuszać.

Nie każdy jednak znalazł to, co go naprawdę napędza. Nie każdy ma też możliwość pracy, która daje satysfakcję. Są osoby, które wykonują jakąkolwiek pracę po to, by zaspokoić podstawowe potrzeby. Są też tacy, którzy nie mogą po prostu porzucić tego, co robią i z dnia na dzień zająć się tym, co kochają.

Dlatego pozostawiam to jako propozycję celu. Takiego, do którego na prawdę warto powoli zmierzać. Bo znalezienie własnego sposobu pracy, który nas satysfakcjonuje i sam napędza, zmienia więcej, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Zmienia ciężkie poranki na łatwe, całą codzienność na satysfakcjonującą, wszystko.

 

2. Zbudować przestrzeń, w której dobrze się czuję

Otoczenie ma ogromny wpływ na psychikę. Wiedzieliśmy o tym już na etapie wyboru miejsca pod budowę domu. Natura zaczęła mnie wzywać już wiele lat temu, po pracach, których nie lubiłam, wypaleniu, depresji.

Wiedziałam jakie otoczenie może mi pomóc.

Stąd drewniany, a nie murowany dom. Las na działce, zapach sosen, gołębnik, sauna, balia, miejsce na ognisko, basen na tarasie. To przestrzeń, która wspiera na wielu poziomach. Wycisza, porządkuje myśli, daje poczucie bezpieczeństwa.

Czasem, gdy wracam skądś do domu, mam wrażenie, że trafiam do raju. Ty możesz stworzyć swoje własne rajskie miejsce, która wspiera Ciebie i może być zupełnie inne niż nasze. W każdym razie, sprawdziłam to na sobie, na swoim nastroju, energii i mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć: to działa.

 

3. Rozwinąć jedną umiejętność do poziomu mistrzowskiego

Przez długi czas szukałam rzeczy, które naprawdę lubię robić. Zmieniałam kierunki, próbowałam różnych aktywności i w efekcie nigdy nie dałam sobie szansy sprawdzić, jak to jest wejść w coś głębiej – aż do poziomu mistrzowskiego. Nie mówię tego z żalem. Raczej jako obserwację.

Dlatego zostawiam tę myśl jako propozycję. Rozwijanie jednej umiejętności w długim horyzoncie czasu może być  ciekawe. Myślę, że dałoby poczucie postępu i sensu, którego często brakuje, gdy wszystko jest fragmentaryczne i tymczasowe. Do sprawdzenia.

 

4. Żyć po swojemu

Zrozumieć, że nie potrzebujemy wyścigu, porównywania się, nie musimy robić tego co robią wszyscy.

Bardzo często myślę o życiu jak o dużym, zastawionym potrawami stole. Posiłki to możliwości. To że inni biorą ze stołu np. pracę na etacie, bo wszyscy inni twierdzą, że tak trzeba, to nie znaczy, że Tobie będzie ona odpowiadać. Jeśli nie lubisz jeść ryb, bo nieładnie pachną, to zostaw je tym, którzy lubią, a sobie wybierz to, co Ci na prawdę smakuje.

To bycie na maksa sobą, mówienie, tego co się myśli, chodzenie swoimi ścieżkami, nieukrywanie swoich dziwactw.

Myślę, że od pewnego czasu zaczęłam bardziej żyć po swojemu. Widać to po zdziwieniu innych. Wiesz, ile razy słyszałam, że mieszkam w kurniku? Bo mój dom nie ma 200m2? A ile razy porównywano mnie do tej kobiety z Kevina samego w Nowym Yorku, która w Central Parku karmiła gołębie? Bo hoduję gołębie. Takimi tekstami się nie przejmuję, nie mniej jednak dla mnie ten cel nie jest jeszcze w pełni zrealizowany.

Myślę, że boję się być w pełni sobą, ale pracuję nad tym. Mam też czasem FOMO, czyli uczucie, kiedy:

  • masz wrażenie, że inni robią coś ważnego, ciekawego niż Ty,

  • pojawia się myśl, że powinieneś być gdzie indziej, robić coś innego,

  • mimo że Twoje życie jest w porządku, czujesz lekki niepokój albo niedosyt.

FOMO nie musi oznaczać zazdrości ani niezadowolenia z własnej drogi. Często pojawia się nawet wtedy, gdy świadomie żyjemy po swojemu. Wynika z nadmiaru możliwości i ciągłej ekspozycji na cudze wybory, szczególnie w mediach społecznościowych.

W praktyce FOMO u mnie to nie zazdrość tylko trudność z akceptacją, że nie da się przeżyć wszystkiego naraz.

 

5. Tworzyć rzeczy, które dają wartość światu

Jeszcze raz zacytuję Viktora Frankla, który w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu. Głos nadziei w otchłani Holokaustu” napisał:

„Nie gońcie za sukcesem – im bardziej ku niemu dążycie, czyniąc z niego jedyny cel, tym częściej was omija. Do sukcesu, tak jak do szczęścia, nie można dążyć; musi on wynikać z czegoś większego i ważniejszego od nas samych.”

Przez wiele lat pracowałam jako asystentka multimilionera. Człowieka z ogromnym doświadczeniem biznesowym. I powiem Ci, że on praktycznie nie korzystał z pieniędzy, które posiadał. Nie z braku czasu, bo tego miał pod dostatkiem. Ale z braku takiej potrzeby. A jeśli korzystał, to tylko w celu rozwoju swojego dzieła, czyli firmy.  On Tworzył coś co było większe od niego, a pieniądze były tylko efektem ubocznym. Bez nich dalej robiłby to, co robił. Bo to kochał. To człowiek, który odczuwał ogromny sens w tym, co robi. Bardzo spełniony, radosny, szczęśliwy.

Ja podobne poczucie sensu odnalazłam, tworząc bloga i ebooki. Nie powstały z myślą o pieniądzach, ale z potrzeby dzielenia  się tym, co pomaga żyć po swojemu. Gdybym na nich nie zarabiała, nadal robiłabym to, co robię.

Do tego doszła pomoc zwierzętom, która daje mi ogromną satysfakcję. Zwierzęta nie oceniają, nie pytają mnie dlaczego jestem taka wrażliwa, one po prostu są, uczą bezinteresowności, ale też akceptacji, że natura działa, tak jak działa.

Proponuję tego typu cele, bo tworzenie czegoś, co ma realną wartość dla świata, nadaje życiu głęboki sens. Taki, który nie zależy od wyników, porównań ani chwilowych sukcesów.

 

6. Osiągnąć wolność finansową

Nie po to, żeby nic nie robić, ale po to, żeby mieć więcej możliwości. Już dawno zrozumiałam, że praca sama w sobie nie jest problemem, który trzeba wyeliminować, by być szczęśliwym. Przeciwnie, ona nadaje życiu sens, o ile wysiłek jest dopasowany do nas.

Wolność finansowa dała nam możliwość podróżowania wtedy, kiedy chcemy. Pracy z miejsca kreatywności, a nie przymusu. Poświęcania czasu na swoje cele, a nie szefa. W naszej codzienności nie ma pośpiechu ani ciągłego napięcia. Nie musimy brać kredytów ani podejmować decyzji pod dyktando lęku. Mamy czas, a to waluta, której nie da się odzyskać.

Jeśli chodzi o wolność finansową, to stworzyłam ebooka, który może realnie pomóc w jej osiągnięciu.

  • Opisaliśmy w nim, jak pozyskaliśmy nasze źródła naszych dochodów pasywnych. Chronologicznie, w punktach – łatwo dostrzec schemat działania i powtórzyć.

  • Zebraliśmy inne propozycje dochodów pasywnych z przykładami z codzienności, żeby każdy mógł wybrać coś dla siebie.

  • Pokazaliśmy, jak dopasować źródła dochodów do własnych zasobów i zainteresowań.

  • Na kilku dodatkowych przykładach pokazaliśmy cały proces tworzenia dochodów pasywnych w powtarzalnych krokach.

  • Dołączyliśmy schemat drogi do wolności finansowej.

  • Odpowiedzieliśmy na najczęściej zadawane pytania dotyczące dochodów pasywnych.

Możesz go zakupić klikając w poniższe zdjęcie:

 

dochody pasywne

 

7. Polubić siebie

Być dla siebie dobrym, stawać za sobą, być własnym przyjacielem.

Dla mnie tego typu cele są najtrudniejsze. Jestem osobą wysoko wrażliwą. Analizuję każdy detal, obserwuję reakcje ludzi, czytam z ich ruchów ciała, mimiki, tonu głosu. Gdy przebywam z nimi, mój mózg od razu odbiera setki sygnałów. Wiem, kto życzy mi dobrze, a kto nie. To prowadzi do przeciążenia i przebodźcowania, a w konsekwencji do zmęczenia sobą i światem. Właśnie dlatego tak trudno jest mi w pełni siebie polubić.

Fakt, że powoli zaczynam dostrzegać w tym także swoje atuty. Ta wrażliwość pozwala mi widzieć świat głębiej, dostrzegać niuanse, intencje, emocje. To dar, który dopiero uczę się wykorzystywać jako swój plus, zamiast traktować jako ciężar.

 

8. Zwiedzić świat z ekipą ulubionych ludzi

Bardzo długo marzyłam o podróżach w większej grupie. Dotąd nigdy się to nie udawało. Znajomi nie mieli funduszy, urlopu albo zawsze pojawiało się jakieś „ale”. W efekcie około trzydziestu krajów zwiedziliśmy we dwójkę z Filipem.

Nie chodziło o to, że nie chciałam podróżować tylko z nim. Po prostu coś wciąż ciągnęło mnie do większej grupy. I w końcu, nagle ta grupa się znalazła. Dogadujemy się doskonale, co przetestowaliśmy już podczas wspólnej podróży. I muszę przyznać, że nigdy w życiu nie śmiałam się tyle, co wtedy. Pełne szczęście!

Teraz świat stoi przed nami otworem. Podróże z ulubionymi ludźmi dają zupełnie inne doświadczenie. W grupie każdy coś od siebie wnosi – pomysły, energię, poczucie humoru. Polecam!

 

9. Widzieć świat takim, jaki jest i nie cierpieć z tego powodu

Statek nie tonie od wody, która go otacza, lecz od tej, która dostaje się od środka. Ja mam wrażenie, że do mojego środka dostaje się zbyt wiele. Jako osoba wysoko wrażliwa czasem czuję ciężar problemów całego świata. Tych, które inni zwyczajnie olewają.

Chciałabym widzieć świat takim, jaki jest i jednocześnie umieć zachować spokój wewnętrzny.

Nie oznacza to wmawiania sobie, że wszystko jest wspaniale, gdy nie jest, ani też pogrążania się w poczuciu beznadziei. To raczej świadoma akceptacja rzeczywistości – stan rzeczy przyjmowany bez użalania się, ale jednocześnie prowadzący do działania tam, gdzie możemy coś zmienić.

Osiągnięcie tego stanu wymaga pracy nad sobą: nad regulacją emocji, świadomością własnych reakcji. Dzięki tym umiejętnościom możemy czuć się tak, jak chcemy, zamiast być uwięzionymi w nawykowych schematach i automatycznych reakcjach. Wtedy świat przestaje być polem minowym.

Mam nad czym pracować 🙂

 

10. Utrzymywać relacje z ludźmi, którzy nas szanują

Nie tracić czasu na toksyczne kontakty, nie gonić za tymi, którzy go dla nas nie mają, nie próbować na siłę zdobyć czyjejś sympatii.

To jedna z największych wolności w dorosłym życiu i jest w pełni dostępna dla każdego. Świadomie wybierać swoje otoczenie.

Bez udawania, grania dobrej miny do złej gry, co wielokrotnie ma miejsce w pracy z ludźmi – czy to na etacie, czy we własnej firmie.

Dla przykładu – pracowałam kiedyś jako agentka nieruchomości. Klienci bywali okropni. Wiedząc, że tylko od nich zależy decyzja, czy oddać sprzedaż ich domu w moje ręce, wielokrotnie mnie testowali. Gdy ktoś jest niemiły i się wywyższa, ja jako pośrednik mam wybór: powiedzieć mu co o nim sądzę i stracić możliwość zarobienia dużych pieniędzy lub siedzieć cicho i je zarobić.

Gdy ktoś potrzebuje pieniędzy da się poniżyć i będzie przebywać z ludźmi, z którymi nie chce. I to jest właśnie straszne.

 

Cele – jak je znalazłam

Miałam po prostu dość stawiania się w rolach, które mnie uwierają.

Pracowałam w sklepach odzieżowych nie lubiąc ludzi. Chyba nie muszę wspominać, że było ich tam mnóstwo.

Pracowałam w biurze nieruchomości. Wyobrażasz sobie, co dla bardzo wrażliwej osoby znaczy dzwonić do nieznajomych i namawiać ich, żeby pozwolili Ci zająć się sprzedażą ich mieszkania?

Pracowałam jako asystentka zarządu – jestem osobą bardzo niezależną, a tam ciągle ktoś patrzył mi ręce. Sama forma etatu, gdzie musiałam się zastanawiać, czy to odpowiedni moment, żeby pójść do toalety lub czy mogę wziąć wolne, bo moje dziecko jest chore, była dla mnie uwierająca.

W końcu miałam dość i obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę się stawiać w rolach, w których najwięcej zależy od innych ludzi, a nie ode mnie.

Bo to od właścicieli nieruchomości zależało, czy podjąć ze mną współpracę czy nie.

To od szefa zależało, czy przedłużyć mi umowę, czy nie.

Nigdy więcej nie chcę, aby mój los znajdował się w rękach kogoś innego. No chyba, że lekarza, który ratowałby moje życie, ale to skrajny przykład.

Przez lata doświadczeń zawodowych i osobistych nauczyłam się, czego na prawdę chcę. Chciałam być niezależna. Dlatego już wiele lat temu zaczęliśmy się interesować dochodami pasywnymi. Testowaliśmy różne pomysły: biznes, inwestycje, nieruchomości.

Nie wszystko wychodziło, popełnialiśmy błędy i mieliśmy kryzysy, ale mieliśmy też wspólny cel: więcej wolności.

Dzięki dochodom pasywnym możemy dziś żyć po swojemu, w klimatycznej stodole, bez kredytu, bez pośpiechu, z herbatą na tarasie i widokiem na drzewa.

Dziś pracujemy, gdy chcemy coś stworzyć: budujemy konstrukcje z drewna, piszemy bloga, planujemy podróże zamiast odhaczania obowiązków, które nas dusiły.

To niezależność, którą chcemy zarażać innych. Która robi ogromną różnicę.

Więcej o tym, jak realizować cele w zgodzie ze sobą najdziesz w moim ebooku: „Metoda 10 dni – nastaw się na cel”który możesz zakupić TUTAJ wraz z ebookiem „Nasze dochody pasywne – krok po kroku”

cele

Copyright © 2025 AURAWOOD. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Przejdź do treści