AURAWOOD

Gołębnik – pasja, która zaczęła się od jednego rannego ptaka

Gołębnik to konstrukcja, której nigdy bym się nie spodziewała na naszej działce. Nie planowałam hodowli, nie miałam doświadczenia z ptakami. Jedyne, co wiedziałam o gołębiach, to to, że lepiej nie patrzeć w górę, gdy nade mną lecą.. 🙂

Wszystko zaczęło się od jednego rannego gołębia znalezionego na naszej drodze – przypadku, który kompletnie zmienił moje spojrzenie na te ptaki i ostatecznie doprowadził do stworzenia w pełni funkcjonalnego, całorocznego gołębnika.

 

Gołębnik – historia

Pewnego dnia zobaczyłam na naszej drodze prywatnej mocno poranionego gołębia.

Najpierw zadzwoniłam do straży miejskiej, później do ekopatrolu, a na końcu do kilku lecznic weterynaryjnych. Szybko okazało się, że nikt nie może – albo nie chce – udzielić mu pomocy.

Większość gabinetów weterynaryjnych odmawia przyjmowania dzikich ptaków tłumacząc się obawami przed chorobami, które mogą przenosić dzikie ptaki. Straż miejska i ekopatrol uznali, że skoro zwierzę znalazłam na terenie prywatnym, to nie leży to w zakresie ich obowiązków.

Myśl o pozostawieniu go w takim stanie w kartonie pod bramą azylu dla dzikich ptaków wydawała mi się w tamtym momencie niezbyt dobrą opcją. Chciałam mieć realny wpływ na to, co się z nim stanie.

Cóż, zawsze wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Tyson, bo tak nazwałam tego twardziela – miał po prostu zostać u mnie, a hodowla gołębi miała stać się moją prawdziwą pasją.

Kiedy wstępnie zabezpieczyłam go przed drapieżnikami, umieszczając w kartonie i podając wodę oraz ziarno, zasiadłam do dalszych poszukiwań kogoś, kto mógłby mu pomóc.

W końcu znalazłam w Warszawie jeden gabinet weterynaryjny, który zgodził się go przyjąć (obdzwoniłam około 30).

Podczas wizyty okazało się, że to gołąb pocztowy, którego najprawdopodobniej zaatakował  jastrząb. Jedno skrzydło było tak poważnie uszkodzone, że konieczna stała się amputacja – w przeciwnym razie groziła mu szybka sepsa.

Dla osoby, która nigdy wcześniej nie miała bezpośredniego kontaktu z ptakami, ani nie udzielała pomocy rannym zwierzętom, perspektywa amputacji skrzydła wydawała się czymś niemal surrealistycznym. Rozmowy ze znajomymi tylko to potwierdziły – słyszałam raczej ironiczne uwagi w stylu: „Gołąb? Lepiej na rosół niż do weterynarza”.

 

Kontakt z właścicielem

W międzyczasie udało mi się również skontaktować z jego właścicielem. Wystarczyło odczytać numer z obrączki na jego nodze i zadzwonić do jednego z oddziałów Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych, który podał mi numer telefonu do właściciela.

Kiedy przekazałam właścicielowi informację o odnalezieniu ptaka, usłyszałam tylko jedno pytanie:
— Czy skrzydła są całe i czy może latać?
— Niestety nie, jedno skrzydło jest doszczętnie rozerwane.
— To proszę mu ukręcić głowę, żeby się nie męczył.

Nie wiem, jak Ty, ale ja jestem osobą dość wrażliwą i nie byłabym w stanie odebrać mu życia. Zdecydowanie wolę spróbować pomóc.

Gołąb po operacji, już nielotny, zamieszkał na naszym balkonie.

 

 

Był wrzesień i pogoda jeszcze dopisywała. Podawałam mu leki, zmieniłam opatrunki i zdążyłam się do niego przywiązać. Nie brałam już pod uwagę oddania go do jakiejkolwiek organizacji.

Wtedy Filip zaproponował, że wybuduje dla niego gołębnik.

Zajęło mu to około miesiąca, a gdy konstrukcja była gotowa, od razu skontaktowałam się z jedną z fundacji, żeby adoptować nielotną samicę. Chciałam, żeby Tyson jak najszybciej miał towarzystwo innych skrzydlatych istot.

 

Gołębnik – nasza ekipa

Dziś w moim gołębniku mieszka kilka ptaków z fundacji, które znalazły tu bezpieczne schronienie.

Jednemu z nich regularnie muszę przycinać dziób – rośnie w taki sposób, że bez mojej pomocy nie byłby w stanie samodzielnie jeść.

Kolejny to inny nielot po amputacji skrzydła i jeszcze jeden, który stracił zdolność latania po poważnym złamaniu.

Mam też pod opieką kilka gołębi miejskich po przebytych chorobach oraz kilka gołębi ozdobnych, które na przestrzeni czasu sama znalazłam wycieńczone w różnych miejsc

ach. Ptaki hodowlane nie radzą sobie na wolności – nie są w stanie znaleźć drogi do swojego gołębnika ani zdobyć pożywienia, dlatego bez pomocy człowieka po prostu nie mają szans.

Jest też jeden wyjątkowy gołąb, którego adoptowałam od osoby prywatnej. Odnaleziono go zimą, przemarzniętego, leżącego w śniegu. Najpewniej wypadł z gniazda. Ludzie, którzy go uratowali, wykarmili go sondą.

Podczas rekonwalescencji nie miał kontaktu z innymi gołębiami więc postrzega człowieka jako swojego rodzica albo partnera. Trudno to jednoznacznie ocenić. W każdym razie nie odczuwa lęku przed ludźmi. Lubi się przytulać, jeść z ręki, a na dźwięk swojego imienia natychmiast przylatuje i siada na ręce.

Obawiałam się, czy poradzi sobie w stadzie, ale został miło przyjęty i dobrze sobie radzi. Niestety tęskni za ludzkim towarzystwem, którego nie jestem w stanie mu zapewnić, tak, często jak miał to wcześniej.

 

Gołębie rasowe

Ale to nie wszystko – wśród moich kumpli są również zakupione gołębie rasowe: srebrniaki, motyle warszawskie, pawiki i czajki.</p>

Każdy gołąb, który trafia do gołębnika przechodzi najpierw kwarantannę w moim domu – jest dokładnie przebadany, odrobaczony, oczyszczony z piórojadów i wyleczony. Nie przyjmuje nieprzebadanych ptaków, gdyż mogłyby to zagrozić zdrowiu całego stada.

Muszę jednak zachować rozsądek w przyjmowaniu kolejnych – mój gołębnik ma 9 m². Zgodnie z zasadą, na każde pół metra kwadratowego powinien przypadać maksymalnie jeden ptak. Ja jestem na granicy przekroczenia tego progu. Na przestrzeni czasu pozwoliłam też kilku parkom wychować jedno młode. Później zaczęłam im podkładać sztuczne jajka. Dzięki temu ekipa się już nie powiększa.

 

Gołębnik – budowa

Gołębnik ma wymiary 4,5 m x 2 m i składa się z dwóch części: zamykanej, chroniącej przed wiatrem i zimnem, oraz woliery.

Różni się nieco od typowych gołębników (nie posiada np. wlotu/wylotu), gdyż nie został stworzony dla gołębi pocztowych przeznaczonych na loty, ale dla gołębi hodowlanych, rasowych, ozdobnych, po przejściach i nielotów, aby miały doskonałe warunki do życia.

Na początku Filip zrobił podstawę budynku. Użył do tego drewna konstrukcyjnego C24 (14,5 cm x 4,5 cm). Od spodu przymocował styropian i taśmę dylatacyjną, żeby odizolować drewno od bloczków betonowych.

 

 

Od góry przykręcił płytę OSB 22 mm. Na ziemi rozłożył i wypoziomował bloczki betonowe. Przykrył je agrowłókniną, żeby ograniczyć wilgoć i zapobiec przerastaniu roślin.

W zamkniętej części gołębnika pomalował podłogę hydroizolacją do drewna.

 

gołębnik

 

Potem postawił konstrukcję ścian z drewna konstrukcyjnego C24 (9,5 cm x 4,5 cm), obsadził okna i drzwi, pokrył konstrukcję dachu płytą OSB 18 mm, następnie wszystko przykrył folią wiatroizolacyjną.

 

gołębnik

 

Przyczepił łaty i kontłaty, położył elewację. Dach pokrył gontem bitumicznym, zrobił podbitki pod dachem i zamontował obróbki okienne. Następnie ułożył płytki i fugi zostawiając pas płytek również na wolierze, żeby stając tam nie połamać plastikowego rusztu.

 

gołębnik

 

Do ścian woliery przyczepił siatkę. Następnie ocieplił ściany wełną mineralną, rozłożył paroizolację i maty grzewcze na podczerwień jednocześnie rozprowadzając instalację elektryczną. Następnie obił ściany płytą OSB 12mm i pomalował je lakierobejcą.

Na wolierze przymocował drzewo (ptaki chętnie siadają na gałązkach), od dołu przyczepił siatkę przeciw gryzoniom, a nad nią położył ruszt. Na koniec zamontował oświetlenie, sterownik od ogrzewania na podczerwień, skrzynkę bezpieczników i gniazdko (którego nigdy nie użyliśmy :).

Wyłaz na wolierę zrobiliśmy nisko przy podłodze, żeby mogły z niego korzystać także nieloty. Od strony woliery zamontowaliśmy dodatkową klapkę, żeby w zimowe noce nie uciekało tamtędy ciepło.

W gołębniku mamy wentylację grawitacyjną z kominem, która zapewnia naturalny obieg powietrza. W lato na stałe otwieramy drzwi prowadzące na wolierę. Zimą świeże powietrze dostaje się do wnętrza poprzez wyłaz dla gołębi prowadzący na wolierę. Dzięki temu w gołębniku panuje zdrowy mikroklimat – bez skroplin i wilgoci.

 

Gołębnik – wyposażenie

W części zamkniętej gołębnika znajduje się 8 cel dla parek wysiadujących jajka oraz 15 siodełek spoczynkowych, również przy ziemi – przeznaczonych dla gołębi nielotnych. W boxach stosuję podkłady z włókna kokosowego oraz papierowe lub plastikowe miski lęgowe.

Na podłodze umieszczone są: poidło samonapełniające, karmnik z daszkiem oraz pojemnik na grit z trzema przegródkami.

W tylnej ścianie gołębnika, za boxami zamontowane są maty grzewcze na podczerwień, które pozwalają utrzymać temperaturę powyżej zera – głównie po to, by woda w poidle w zimie nie zamarzała i szczerze mówiąc również dlatego, aby nam było tam przyjemniej przebywać (chodzimy do gołębi dość często). Gołębników na ogół się nie ogrzewa, ale moje ptaki to głównie nieloty lub gołębie hodowlane, które nie poradziłyby sobie na wolności, więc nie mam wyrzutów sumienia, że przyzwyczajam je do temperatury powyżej zera.

Sprzątanie jest łatwe dzięki rusztom i wysuwanym szufladkom w celach, które bez trudu można oczyścić szpachelką zsuwając odchody do szerokiego pojemnika. Po usunięciu zanieczyszczeń posypuję ruszty i siodełka proszkiem do suchej dezynfekcji, który zwalcza bakterie, wirusy, pasożyty i grzyby, a przy tym jest bezpieczny dla zwierząt.

Na podłodze w zamkniętej części gołębnika nie ma rusztu – zależało nam na utrzymaniu ciepła zimą.

 

gołębnik

 

Zamiast tego położyliśmy płytki, na które latem wysypujemy granulowaną podsypkę Versele-Laga, a zimą suchą ściółkę drewnianą (zrębki). Ściółka działa jak filtr – zanieczyszczenia opadają na dno. Ważne tylko, by warstwa ściółki miała grubość minimum 5–7 cm, by była skuteczna.

Na wolierze podłoga wyłożona jest rusztem, dzięki czemu odchody spadają pod spód i później wykorzystujemy je jako nawóz. Raz na jakiś czas zostawiam tam słomę do budowania gniazd, którą gołębie uwielbiają. Mają wtedy życiowy cel nosić w dziobie po jednym źdźble z woliery do boxu i tak 100 razy dziennie.

Na dachu gołębnika znajduje się panel fotowoltaiczny, który zasila lampy w gołębniku i na wolierze. Choć gołębnik ma doprowadzony prąd, Filip lubi testować różne rozwiązania. Chyba miał jeden zbędny panel, z którym nie wiedział co zrobić.

 

Codzienna opieka

Gołębie karmione są różnymi mieszankami ziaren, które stanowią ich podstawowe pożywienie. Zimą przygotowuję mieszanki wzbogacone o zioła, probiotyki i sok z czosnku.

Natomiast latem dostają dodatkowo warzywa i owoce z naszego ogródka. Zależy mi na tym, aby podawać im odpowiednią ilość wapnia szczególnie ważnego dla samic znoszących jaja, aby zapobiec zaparciu jaja. Na stałe nasza ekipa ma dostęp do trzech rodzajów gritu, który jest niezbędny do prawidłowego trawienia.

Wodę staram się wymieniać codziennie. Na zmianę dolewam do niej ocet jabłkowy, Biogreen, Silivet, a czasem robię ziołowe herbatki. Wszystkie te zalecenia zostały ustalone wspólnie z weterynarzem.

Wodę do kąpieli wystawiam im w starej wanience po synu – kąpią się chętnie, niezależnie od pogody, raz na tydzień.

Dbam również o czyste powietrze w gołębniku, bo pył z pierza i odchodów unosi się podczas ruchu ptaków i zarówno one jak i ja go wdychamy. Regularnie wietrzę, sprzątam i wypuszczam gołębie na wolierę, zwłaszcza podczas sprzątania.

Dodatkowo stosuję Aerosol Dr Brockam, który oczyszcza i chroni drogi oddechowe – wystarczy dodać go do poidła od czasu do czasu. Po sprzątaniu używam też Bio Air Fresh (Röhnfried) – sprayu na bazie olejków, który sprawia, że w gołębniku ładnie pachnie.

 

Pasja, która spadła z nieba

Dziś śmieję się, że pasja spadła mi z nieba wraz z pierwszym poszkodowanym gołębiem. Gołębnik to jedno z moich ulubionych miejsc na działce.

Najbardziej lubię te poranki, kiedy mogę na spokojnie usiąść na ławce i podglądać moją skrzydlatą ekipę przy śniadaniu.

To co one tam wyprawiają to prawdziwa telenowela. Netflix się tu nie umywa.

Są wielkie miłości, zdrady, dramatyczne rozstania, kłótnie o słomę. Była nawet małżeńska draka w boxie i tłum gołębi, które się zleciały ją zobaczyć. Serio, to lepsze niż serial, a podchodzi trochę pod medytację.

Zawsze wracam z takich obserwacji niezwykle zrelaksowana i jeszcze z poczuciem, że udało mi się komuś pomóc.

 

gołębnik

 

Gołębnik – koszty

Drewno (konstrukcja, elewacja, łaty i kontrłaty), płyty OSB (podłoga, ściany, dach), wkręty, lakierobejce, folie, rynny, komin, gont bitumiczny, ruszt, siatka, płytki, okna, przeszklone duże drzwi, elektryka (przewody, bezpieczniki, skrzynka, gniazdko), oświetlenie, maty grzewcze na poczerwień z termostatem, wyposażenie w siodełka, poidła, boxy to łączny koszt 20 tys. złotych.

No cóż — pasja czasem swoje kosztuje 🙂

 

Konstrukcje na zamówienie

Budujemy również gołębniki na zamówienie.
Jeśli marzy Ci się konstrukcja tego typu – funkcjonalna, estetyczna i dopasowana do potrzeb Twoich ptaków napisz do nas na kontakt@aurawood.pl
Chętnie doradzimy i pomożemy stworzyć przestrzeń, w której Twoje gołębie będą miały naprawdę dobre życie.

 

Zasada zabezpiecz

Kiedy widzisz:

  • Ptaka, który nie reaguje na podchodzącego człowieka
  • Ptaka, który ma uraz (np. ciągnie skrzydło za sobą) lub krwawi
  • Ptaka, który ma związane łapki, zlepione pióra
  • Małego pisklaka, przy którym nie ma rodzica

 

ZABEZPIECZ GO, co znaczy włóż go do kartonowego pudełka, aby ochronić go przed drapieżnikami.

Najlepiej zabrać go ze sobą od razu i wtedy szukać kartonu i pomocy dla niego. Nie odwrotnie.

Jeśli boisz się chorób, to uspokajam – większość chorób, które przenoszą gołębie jest groźna dla innych gołębi, a nie człowieka.

Jeśli najpierw zaczniesz szukać pudełka, on może już być w szponach drapieżnika np. kota, lub po prostu się przemieścić. Wtedy szanse, że ktoś mu pomoże bardzo maleją.

W pudełku trzeba dać mu wodę i ziarno (nie chleb). Pewnie najszybciej znajdziesz słonecznik lub płatki owsiane, ale może być też kukurydza lub kasza (nie gotowane).

Później poszukaj pomocy.

 

Kto może pomóc, gdy znajdziesz ptaka w potrzebie

Gołębia rannego lub ze złamaniem można oddać do Ptasiego azylu przy ZOO w Warszawie. Jest częścią sieci ośrodków rehabilitacji rozsianych niemal w całej Polsce więc możesz zawsze poszukać takiego bliżej siebie.

Jeśli gołąb jest osłabiony i wygląda to na chorobę, a nie uraz, to lepiej oddać go do Fundacji Gruszętnik.

Dlaczego? W państwowych ośrodkach mogą nie leczyć ptaków z chorobami zakaźnymi – wprowadzenie takiego gołębia mogłoby zagrozić zdrowiu innych. Za to jestem pewna, że w Gruszętniku takim ptakom się pomaga, bo jest dla nich osobna przestrzeń.

Jeśli masz możliwość i środki, żeby leczyć gołębia samodzielnie, to znajdź w swojej okolicy gabinet weterynaryjny, który leczy ptaki. W Warszawie zawsze jadę na wizytę do Mango. W innych miastach: Salamandra (Kraków), GruVet (Wrocław).

Copyright © 2025 AURAWOOD. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Przejdź do treści