AURAWOOD

3 rzeczy, dzięki którym poczułam się lepiej niż kiedykolwiek

Jak poprawić swoje samopoczucie na dłużej niż 15 minut? Zanim odpowiem na to pytanie, chciałabym wspomnieć, jak to wyglądało u mnie wcześniej.

Zdiagnozowana depresja przewlekła. Rano nie miałam ochoty wstawać z łóżka, nie czułam sensu, tylko głęboki dół. Ciągła senność. Brak energii do życia. Zmuszanie się do wszystkiego. Brak zainteresowania czymkolwiek, obojętność. Nic nie cieszy. Dopiero po kilku godzinach od wstania z łóżka mój stan nieco się poprawiał, ale nadal bardzo łatwo popadałam w rozpacz z byle powodu.

To nie był gorszy okres. To był permanentny stan, który towarzyszył mi przez niemal połowę życia. Przy czym zawsze odmawiałam przyjmowania leków. Z kilku powodów: po pierwsze, boję się leków od kiedy jeden z nich wywołał u mnie panikę.

Po drugie: chyba w końcu przywykłam do tego stanu… Próbowałam wielu metod, które nie na dłuższą metę nie zadziałały więc pogodziłam się z tym, że nic mi już nie pomoże. Tym bardziej byłam zaskoczona, gdy mój nastrój zaczął się stopniowo poprawiać. Oto co ostatecznie podziałało:

 

1. Całkowita rezygnacja z alkoholu

Pochodzę z małej miejscowości, w której piło się zawsze i wszędzie. Choć może bardziej w środowisku niż w rodzinie. W rodzinie głównie w święta.

Taki jest problem małych miejscowości, że jeśli młodzież nie ma innych zajęć ani perspektyw, to zaczyna pić. Przy każdym spotkaniu. Przynajmniej tak było w moich czasach.

I tak sobie popijałam od czternastego roku życia przy każdym wyjściu. Potem studia, akademik – sytuacja bardzo podobna. Później alkohol był już wpisany w konkretne okazje: wyjazdy, spotkania ze znajomymi, imprezy, świętowanie.

Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero po narodzinach naszego syna. Miałam okresy niepicia trwające około trzech miesięcy, powoli wychodziłam też z nawyku sięgania po alkohol od okazji do okazji.

Problem w tym, że ograniczanie alkoholu niczego nie zmieniało. Mój nastrój nadal był tak samo kiepski. Po trzech miesiącach niepicia czułam się dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy piłam od czasu do czasu. Właśnie dlatego byłam przekonana, że alkohol nie ma żadnego realnego wpływu na moje samopoczucie.

Przecież inni piją i czują się dobrze. Dziwnym trafem nie połączyłam kropek, gdy jeden kolega za drugim z mojej miejscowości popełniali samobójstwo. A każdy z nich oczywiście pił….

Przełom przyszedł przypadkiem, gdy zaczęłam przyjmować mocny steryd na zmianę skórną.

Jako osoba z nerwicą lękową mam jedną zasadę, której nie łamię nigdy: nie łączę alkoholu z żadnymi lekami. Nawet z kapsułkami na ból głowy. Dla mnie to święte prawo. Wiem, że może się to skończyć atakiem paniki, a to najgorsze piekło, jakie znam.

I w ten sposób nie odstawiłam alkoholu na trzy miesiące tylko na czas nieokreślony.

Efekt?

W końcu zaczęłam coraz częściej łapać się na tym, że czuję  się o wiele lepiej niż kiedyś. Z totalnego braku uśmiechu zaczęłam go przyłapywać na mojej twarzy. Nawet rano po otwarciu oczu. Wtedy zorientowałam się, że minął ponad rok niepicia.

Jakby mój system dopaminowy się zresetował. Nie mam potrzeby „podkręcania” czasu wolnego. Nie myślę o imprezach, wyjściach, ucieczkach od codzienności.

Jest spokojnie. Wystarcza mi to, co mam. Zniknęły głębokie doły. Łatwiej wstawać z łóżka.

I dopiero wtedy zrozumiałam, że w moim przypadku trzy miesiące to było za mało i że potrzebowałam rzucić całkiem, aby nie tracić efektu powrotu do dobrego samopoczucia.

Dziś już nie sięgnęłabym po alkohol. Wiem, że jedna mocniejsza impreza mogłaby zabrać mi spokój, na który pracowałam latami.

Czasem, żeby poprawić swoje samopoczucie nie trzeba robić więcej, wystarczy zrezygnować z tego, co nas niszczy.

 

2. Małe zmiany w sposobie odżywiania

Wprowadziłam do odżywiania dwie proste zasady.

Pierwsza:
Pomiędzy posiłkami robię odstęp minimum 4 godzin, maksymalnie 5.
Dzięki temu jem regularnie 3–4 posiłki dziennie.

Nie jem niczego, jeśli od ostatniego posiłku nie minęły 4 godziny. Koniec. Kropka.

To automatycznie wyeliminowało podjadanie, a mój organizm bardzo szybko się do tej zasady przyzwyczaił, bo zaspokajał się podczas głównych posiłków.

Druga:
Wyrzuciłam z diety niezdrowe węglowodany, czyli cukier, słodycze, białe pieczywo, drożdżówki, ciasta, batoniki, wysoko przetworzone produkty z mąki, nie zapycham się też ryżem, makaronem czy ziemniakami na obiad. Można moją dietę nazwać niskowęglowodanową.

Ale dałam sobie też coś w zamian:

Nie liczę kalorii. Podczas posiłku mogę zjeść ile zechcę. Ja tylko ograniczyłam to, co najbardziej rozjeżdżało mi organizm. Jeśli chodzi o węglowodany to pozostawiłam sobie pełnoziarniste produkty, wszystkie owoce i warzywa.

Efekt?

Częste podjadanie i duża ilość węglowodanów to ciągłe wyrzuty insuliny, które bardzo mocno przekładały się na moją psychikę. Gdy skoki insuliny się uspokoiły, uspokoił się też mój nastrój. Do tego nie jestem ociężała. Nie jestem napuchnięta. Nie chce mi się ciągle spać. Mam więcej energii.

Biologia ma znaczenie, czy to komuś pasuje czy nie.

 

3. Ustabilizowanie sytuacji życiowej

Kilkanaście lat metodą prób i błędów pracowaliśmy na to co mamy. Nikt nam niczego nie podarował. Od kiedy się poznaliśmy z moim narzeczonym zaczęliśmy wspólnie dążyć do lepszego życia.

Mamy cudowną rodzinę, syna, przyjaciół, na których możemy polegać, dochody pasywne, skończyliśmy budowę domu. Mamy swoją wolność.

Gdy sobie przypomnę, jak pracowałam w sklepach odzieżowych, nie lubiąc ludzi, w biurze nieruchomości, gdzie musiałam dzwonić do nieznajomych i namawiać ich do współpracy, czy jako asystentka zarządu, zastanawiająca się, czy to odpowiedni moment żeby wyjść do toalety albo wziąć wolne, bo się źle czuję, to mną aż wzdryga…

Ale nic nie działo się bez powodu. Bo to wtedy obiecałam sobie, że nigdy więcej nie postawię się w roli, w której mój los finansowy zależy od innych ludzi.
>>Od właścicieli mieszkań. Od szefa. Od przedłużonej lub nieprzedłużonej umowy. Nigdy więcej nie chciałam oddawać swojego bezpieczeństwa w cudze ręce.

Dlatego wiele lat temu zaczęliśmy interesować się dochodami pasywnymi.

Dziś, dzięki nim, możemy żyć po swojemu. W klimatycznej stodole, bez kredytu, bez pośpiechu. Z herbatą na tarasie i widokiem na drzewa. Pracujemy wtedy, gdy chcemy coś stworzyć. Budujemy konstrukcje z drewna. Piszemy bloga. Planujemy podróże zamiast zmuszania się do czegokolwiek.

Efekt?

Mogę uczciwie powiedzieć: niczego mi tu nie brakuje. Zniknął ciężar. Nadmiar obowiązków. Przymus. Ach, jak genialne jest w końcu do niczego się nie zmuszać!

Zabawne jest to, że mój organizm był potem bardzo długo w trybie przetrwania. Nie umiałam robić niczego co nie przynosiłoby korzyści. Wręcz musiałam czasem z góry zaplanować robienie rzeczy bezsensowych, jak granie w gry na komórce, albo leżenie plackiem na trawie i patrzenie w niebo.

 

poprawić swoje samopoczucie

 

Jak poprawić swoje samopoczucie?

Wyeliminować presję.

Tak zorganizować sobie życie, żeby pozbyć się presji. Nasz sposób to dochody pasywne.

Pomagamy ludziom, którzy są zmęczeni, bo całe ich życie kręci się wokół pracy, obowiązków i oczekiwań innych. A my to bardzo dobrze rozumiemy. Dlatego powstał nasz ebook.

Najpierw spisaliśmy wszystkie nasze źródła dochodów pasywnych – każde z nich w punktach dzięki czemu łatwo zauważyć nasz schemat działania i go powtórzyć.

Nasze źródła dochodów pasywnych nie muszą być odpowiednie dla każdego więc zebraliśmy pełną listę 25 propozycji dochodów pasywnych z praktycznymi przykładami z codzienności. Dzięki niej łatwiej wybrać coś dla siebie.

Opisaliśmy, w jaki sposób można dopasować źródła dochodów pasywnych do siebie – tego, co lubimy, swoich zasobów, wiedzy, umiejętności.

Na kilku dodatkowych przykładach pokazaliśmy cały proces tworzenia dochodów pasywnych w 3 prostych krokach.

Dołączyliśmy do tego schemat drogi do wolności finansowej, na którego podstawie wszystko można sobie dokładnie rozpisać tworząc swój własny plan działania.

Odpowiedzieliśmy na najczęściej zadawane nam pytania dotyczące dochodów pasywnych.

Stworzyliśmy bonus: „Metoda 10 dni – nastaw się na cel”, czyli kompletny zestaw 10 metod do pracy przez 10 dni, które działają jak wewnętrzne turbodoładowanie.

Całość możesz zakupić TUTAJ

poprawić swoje samopoczucie

Znaleźć cel, który nadaje życiu sens

Zamiast koncentrować się wyłącznie na tym, co zyskam, gdy wykonam jakąś pracę, zaczęłam szukać odpowiedzi na inne pytanie: jaka praca sama w sobie da mi satysfakcję i pomoże innym? Przestał mnie interesować jedynie efekt końcowy, ale również rodzaj wysiłku, w którym czuję się najlepiej. Taki, do którego chce się wracać. I jest to u mnie pisanie, dzielenie się wiedzą, tworzenie bloga, generalnie tworzenie treści, które mogą pomóc innym.

Jak poznałam, że to dobry dla mnie cel?

Po tym, że sam mnie przyciąga – mam ochotę pisać niezależnie czy na tym zarabiam, czy nie.

 

Jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu naszego artykułu lub ebooka pomyśli:

„Nie muszę tak zapierdalać. Mogę być dla siebie dobra” lub „Zajebisty pomysł, a do tego jest tu podane jak mam go zrealizować.”

To wystarczy.

 

”Więcej propozycji celów, które nadają życiu sens możesz znaleźć w artykule: „Cele – 10 pomysłów, które nadają życiu sens”

 

Jak poprawić swoje samopoczucie?

Ale wracając jeszcze do sposobów na świetne samopoczucie, które nazywam po prostu szczęściem – długo zastanawiałam się, dlaczego sposoby na szczęście nie są uniwersalne i nie na każdego działa to samo.

Np. ileż to rad dostałam, że mam być bardziej wdzięczna za to co mam i wtedy będę szczęśliwa. Nawet próbowałam te powody do wdzięczności regularnie zapisywać. Ależ to była katorga… Wmawianie sobie i próba poczucia czegoś, czego nie czuję to chyba nie dla mnie. Do tego mam codziennie pisać to samo? Serio?

I tak sobie obserwuję, co daje ludziom szczęście i doszłam do wniosku, że szczęście nie jest jedną rzeczą.

Często ludzie próbują żyć nie swoją definicją. A przecież jesteśmy tak różni.

  • Mam koleżankę, która lubi komfort i to jest zupełnie wystarczy, by mieć świetny nastrój. Spokój, rutyna, stabilizacja.

Niestety dla mnie to nuda.

  • A mam też taką, która uwielbia szaleć. Ekscytacja, zabawa, intensywność, ludzie dają jej szczęście.

A dla mnie to przebodźcowanie.

  • Są osoby, którym szczęście daje bliskość i bycie potrzebnym.

Dla mnie to jest super, ale do szczęścia nie wystarczy.

  • Jeszcze inni preferują duchowość, jedność, przebudzenia i inne portale i horoskopy

A to nie mój język.

  • Bo tacy jak ja potrzebują sensu, celu, tworzenia, wolności.

Tu jestem i nigdzie się nie wybieram 🙂

 

Dlatego zachęcam każdego do szukania swoich własnych sposobów na lepsze samopoczucie.

 

I jeszcze jedno

Nie wierze w te frazesy, że szczęście jest tylko „w środku” i wszystko zależy od tego, jak patrzymy na świat. Jak się okazuje nie wszystko. Prawdziwe szczęście zależy również od zewnętrznych okoliczności i chociażby tego, czy dbamy o swój organizm.

Nie ma jednego uniwersalnego sposobu na szczęście. Ale problem zaczyna się wtedy, gdy próbujesz żyć według cudzego.

Masz wszystko, ale czujesz pustkę?
Może jest Ci komfortowo, ale potrzebujesz czegoś więcej? A może wystarczy z czegoś zrezygnować?

Copyright © 2025 AURAWOOD. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Przejdź do treści